jakoś zawsze podskórnie czułam podstęp i mistyfikację , słowo "sukces" wywołuje we mnie mdłości dlatego nie poszłam nigdy z nurtem
Dawno temu stary, mądry człowiek opowiedział mi dosyć dziwną historię:
Pewien niezwykle bogaty biznesmen jeżdżąc do pracy swoją limuzyną, codziennie mijał mostek na niewielkiej rzeczce. Zawsze kiedy tamtędy przejeżdżał, widział skromnie ubranego Indianina, który łowił ryby. Przedsiębiorca był człowiekiem wrażliwym i żal mu było biedaka.
Pewnego razu nie wytrzymał, zaparkował limuzynę obok mostu i zszedł do Indianina.
- Dlaczego tak się męczysz tą wędką - zagaił. - Przecież mógłbyś pożyczyć sieć.
- Ale po co? - spokojnie zapytał Indianin, nie odrywając oczu od spławika.
- Bo wtedy nałowiłbyś więcej ryb i mógłbyś je sprzedać.
- Ale po co? - dopytywał się Indianin.
- Bo za zarobione pieniądze mógłbyś kupić trzy własne sieci.
- Aha. - Pokiwał głową wędkarz. - Ale po co?
- Bo jakbyś miał trzy sieci - tłumaczył biznesmen - mógłbyś zacząć łowić w morzu.
- Ale po co?
- Bo w morzu jest więcej ryb. I gdybyś ciężko pracował, po jakimś czasie stać by cię było kupić własny trawler .
- Ale po co? - nie dawał za wygraną Indianin.
- Bo ten trawler w krótkim czasie zarobiłby na następne trzy statki i ani byś się obejrzał, a byłbyś właścicielem całej flotylli.
- Ale po co?
- Bo dzięki zyskom mógłbyś kupić bank, wybudować hotel, otworzyć kasyno, uruchomić linię lotniczą, wejść na giełdę - biznesmen był w swoim żywiole.
- Pewnie tak, ale po co? - powtarzał jak papuga Indianin.
- Bo wtedy nareszcie miałbyś już tyle kasy, że mógłbyś robić to, co chcesz.
Indianin leniwie oderwał wzrok od spławika, spojrzał na biznesmena i z niezmąconym spokojem powiedział:
- Ja właśnie robię to, co chcę.
Krzysztof Czarnota (z książki "Niosąca radość")
